Strona główna I Galerie zdjęć ślubnych I Fotografia Ślubna w Praktyce
FOTOJACEK.pl
 
 
 

Czym się różnię



       Któregoś dnia zadzwoniła do mnie kobieta i zapytała ile kosztują zdjęcia ślubne.
Odpowiedziałem, że ok. 2000 zł.
Aha...., A ile kosztuje sama sesja plenerowa?
Mówię, że ok. 1000 zł.
Aha, no to dzięku...

ZAAARAZ! - spokojnie krzyczę do telefonu.
Mam wrażenie, że słyszę rezygnację w Pani głosie i za chwilę odłoży Pani słuchawkę. Czy to z powodu wysokiej ceny?
...A, bo wie Pan, ja się nie spodziewałam, że to tak dużo kosztuje.

Problem w tym, że istnieje dość poważna rozbieżność pomiędzy typowym wyobrażeniem na temat pracy fotografa ślubnego i tym jak to może wyglądać.

W niektórych przypadkach usiłowałem to ludziom wyjaśniać.

No i mówiłem, że dostaną:
      Zdjęcia w postaci cyfrowej,
      odbitki,
      talon na szczęśliwe pożycie rodzinne,
      udany seks,
      zdrowe dzieci,
      lekarstwo na raka,
      i wiele innych rzeczy,
ale co z tego, skoro dla niektórych ludzi wyznacznikiem wartości usługi jest to, co proponują oferenci w Gratce lub innej lokalnej gazecie.


"Skąd ci biedni ludzie mają to wiedzieć, jak bardzo różni się twoja praca od tego, co robią inni fotografowie ślubni" - usłyszałem kiedyś taki komentarz.

"Żadna para młoda nie ma porównania, bo każda z nich robi sobie w życiu najwyżej jedną sesję plenerową i bez względu jak ona będzie wyglądać przyjmą to jako standard"

I pomyślałem sobie, że powinienem zwyczajnie wytłumaczyć ludziom, jak bardzo może się różnić Fotografia Ślubna.



A więc uwaga, bo teraz tłumaczę ;-)


Zacznijmy od tego, że istnieje coś takiego, jak fotografia studyjna i coś, co nie jest fotografią studyjną, a więc reporterka i plenery, które z racji swej natury nie odbywają się w studio.

Postaram się zestawić te dwa zupełnie odrębne sposoby fotografowania.
Jeśli ktoś ma teraz przeczucie, że planuję najazd na fotografów studyjnych, to nie do końca ma rację.

Studio ma tą poważną zaletę, że pozwala na uzyskanie technicznie wysokiej jakości zdjęć.
Problem w tym, że nikt nie bierze ślubu w studio, ani nie urządza tam wesela pod czujnym okiem fotografa.

A gdyby tak udało się połączyć odrobinę studyjnej techniki w sztuce reportażu?!

           Spróbujmy to sobie wyobrazić;-)

Wyobraźcie sobie, że idziecie sobie zrobić zdjęcia ślubne do studia foto.

To jest takie pomieszczenie o neutralnej kolorystyce, w którym wokół określonego miejsca jest ustawione tło, określona ilość softboksów, sprzężony z tym aparat fotograficzny, prąd w gniazdkach i względny spokój do pracy.
Wszystko wypróbowane, przetestowane i gotowe do przyjęcia sobotnich klientów.

A teraz zastanówmy się jak by utrudnić fotografowi pracę.



           Po pierwsze;

Zakaz ustawiania klientów!
Wyobraźcie sobie, że waszymi klientami jest parka dzieci z ADHD narodowości chińskiej w amoku. Nie można im niczego wytłumaczyć. Nie można ich ustawić w określonym miejscu, w którym ustawiona jest sceneria i światło. Dzieci robią, co chcą i gdzie chcą.
Nie można im powiedzieć, że mają się trzymać planu zdjęciowego, ani, że mają zrobić taką czy inną minę.
Nie można ich poprosić, aby coś powtórzyli - umówmy się, fotograf ma zakaz odzywania się do klientów a oni zupełnie nie zdają sobie sprawy z uwarunkowań, jakie panują w studio i tego, czego oczekuje od nich fotograf.
Jeśli klient opuści strefę, w której skonfigurowane jest światło to całe założenia fotografii studyjnej biorą w łeb. To jest jedna z podstawowych różnic pomiędzy typowym studiem a tym, jak może wyglądać dynamiczne zarządzanie światłem.
Prawda, że taki scenariusz doprowadziłby do frustracji niejednego fotografa?

Ale to dopiero początek ;-))



           Po drugie

Wyobraźcie sobie, że fotograf ma zakaz używania typowego sprzętu studyjnego.
Na aranżacje studia od tzw. zera fotograf może poświęcić 5 do 10 minut..
Czasami nie ma na to ani minuty i trzeba aranżować studio w trakcie samej sesji.
Fotograf nie ma do dyspozycji tragarzy, którzy kompetentnie ustawią i skonfigurują światło.
Musi to przydźwigać sobie sam i samemu zainstalować.
(Wyobraźcie sobie sprzęt w bagażniku - stoper - czas start) ;-))))



           Po trzecie

Wpuśćmy fotografowi do studia tłum ludzi z kwiatami i kieliszkami, którzy najchętniej otoczą Parę Młodą szczelnym kordonem i którzy za nic mają starania fotografa, który usiłuje zrobić im dobre zdjęcia ślubne.



           Po czwarte

Umówmy się, że ta sesja musi się odbyć nie u fotografa w studio, tylko w kościele, albo na sali weselnej, gdzie fotograf nie jest gospodarzem.
Sprzęt, jaki możemy użyć może być tylko taki, jaki ksiądz będzie w stanie zaakceptować.
Można użyć tylko tego, czego niemal nie widać i co nie będzie przeszkadzać.
Hmm.

Na sali weselnej wcale nie jest weselej!

Jest mnóstwo ograniczeń a sprzęt wystawiony jest na ryzyko. Na przykład trzeba brać pod uwagę obecność pijanych ludzi.
Z resztą trzeźwi też potrafią stratować statyw. Na przykład może to być urocza starsza pani, która właśnie roztrzaskała sprzęt za niecałe 2 tysiące złotych w USC i która nie ma pojęcia o istnieniu słowa przepraszam.



           Po piąte

Jak się w studio coś zepsuje to się zrobi parę minut przerwy na diagnozę problemu, usunięcie usterki, powtórzenie ujęcia.
W przypadku reportażu ślubnego nie ma takiej opcji!
W kościele samo poruszanie się fotografa jest niewskazane.
Najlepiej, żeby był niewidzialny!
No i muszę przyznać, że to ostatnie mi się dość dobrze udaje. Kilka razy miałem okazję usłyszeć od Pary Młodej, że mieli wątpliwości, czy będą mieli jakieś zdjęcia z kościoła, bo mojej obecności prawie nie rejestrowali.;-)


Wyobraźcie sobie wszystkie te przeszkody na raz!!!

... i wyobraźcie sobie, że fotograf ma ambicje robić zdjęcia jak najbardziej zbliżone standardem do jakości zdjęć studyjnych.

Luke Skywalker ze mnie żaden i nie potrafię siłą woli utrzymywać sprzętu studyjnego w stanie lewitacji, ale wydaje mi się, że radzę sobie całkiem nieźle. ;-)

No i co z tego wynika?

Czasami mam wrażenie, że zupełnie nic ;-((
Zdjęcia jak zdjęcia, jedna sztuka to jedna sztuka.

Kiedy weźmiemy jakikolwiek kolorowy magazyn znajdziemy tam przynajmniej kilka super fotek z super buziami, z super światłem i w ogóle wszystko super, - czyli tzw. reklama.
Na ile się zatrzymujemy nad każdą z nich?
Codziennie oglądamy TV i każda scena jest wycyzelowana do granic doskonałości przez grupę fachowców.
Jajnaturalniej i najfajniej prezentują się wszelkie latające zupki i warzywa.
Niezwykle naturalne światło nieskalane grafiką komputerową. Prawie można uwierzyć, że to full natural.

Trudno się dziwić, że tak spreparowane nierzeczywiste obrazy, które udają naturalne są przyjmowane przez widza jako pewien standard i moim zdjęciom może być trudno z nimi konkurować.

Co takiego niezwykłego jest w takim zdjęciu?
zdjęcie ślubne oświetlone od tyłu
W sumie nic takiego, bo przecież każdy widział, że tak właśnie tańczyli. Fotograf nacisnął spust migawki, no i co w tym takiego nadzwyczajnego?
Mam jednak nadzieję, że przynajmniej fotografowie ślubni wiedzą, a przynajmniej powinni wiedzieć, że z tym zdjęciem jest coś nie tak.
Niezwykłe w tym zdjęciu jest to, że jest normalne, a nie żadne artystyczne! Udział światła zastanego w tym zdjęciu jest praktycznie zerowy! Żadna sala weselna nie jest dość jasno oświetlona, aby można było uchwycić tak dynamiczną scenę bez efektu poruszenia.
Zdjęcie powstało przy użyciu kilku lamp błyskowych.

Jeśli nie jest to takie oczywiste to spójrz na poniższe zdjęcie.
Najedź myszką na obrazek a zobaczysz jak wyszło to zdjęcie na identycznych ustawieniach aparatu, gdy wyłączyłem lampy błyskowe.

zdjęcie ślubne z Nieborowa

Każdy fotograf studyjny, używając profesjonalny zestaw lamp studyjnych jest w stanie skonfigurować oświetlenie do takiej sceny w minutę.
Sęk w tym, że ta scena trwała kilkanaście sekund i mogła mieć miejsce w dowolnie przypadkowym miejscu na sali weselnej.
Aby temu sprostać, fotograf powinien mieć jeszcze, co najmniej ze dwóch niewidzialnych asystentów biegających ze statywami i softboksami po sali weselnej, a poza tym, powinni stanowić jeden umysł, aby spójnie dokonywać ustawień na aparacie i na lampach.
Nie wspomnę o generatorach napięcia na wózkach lub ew. ciągnące się wśród tańczących gości weselnych okablowanie zasilające.
Myślę, że próba wykonania tego zadania byłaby porównywalna w skutkach, gdyby zaprosić na wesele Jasia Fasolę i Franka Drebina, razem wziętych. ;-)))

Tymczasem ja sobie z tym radzę.
Chcecie wiedzieć jak?
Oczywiście mogę Wam powiedzieć, ale zaraz potem będę musiał Was zabić! ;-))
Styl mojej pracy jest absolutną tajemnicą, zważywszy, że za każdym razem widzą ją setki gości weselnych, ludzie od wideofilmowania, którzy obecnie już niemal standardowo zajmują się również fotografią ślubną i oferują ją w pakiecie. Wiadomo - w pakiecie się opłaca, bo jest taniej!
Właśnie kupiliśmy sobie do domu pierwszą kamerkę która potrafi robić zdjęcia nie przerywając filmowania. Cud techniki, super sprawa!
Kamera full HD jest mniejsza od mojej dłoni i świetnie nagrywa nawet w piwnicy.
A może gdybym tak zaoferował usługi wideofilmowania przy okazji. Tak się składa, że zdjęcia w tak niskim standarcie można znaleść w Internecie bez żadnego problemu.

Dwa lata temu nie udało mi się znaleźć ani jednej strony, ani w Polsce, ani na świecie, żeby fotograf tak radził sobie z produkcją światła w kontrolowanych warunkach reporterskich.
Na styczeń 2009 istnieje oprócz mojej jeszcze jedna strona www na której doliczyłem się może 2 lamp poza aparatem (w warunkach weselnych). Kolega po fachu uchodzi za guru i trzepie niezłą kasę za prowadzenie warsztatów fotograficznych.
Ja nie mam czasu na prowadzenie warsztatów foto, ale za to potrafię korzystać z 8 lamp błyskowych na raz w trzech niezależnych systemach złożonych do kupy. A wszystko to w warunkach weselnych, po ciemku, bez dodatkowych pomocników latających ze sprzętem.

Wyobrażam sobie teraz przerażoną przyszłą Panią Młodą, która zastanawia się jak wygląda fotograf predator-ośmiornica z ośmioma lampami w kościele.

Zapewniam, że nie jest tak źle.
W kościele używam pewnych rozwiązań minimalnych, które znacząco podnoszą efekty, a jednocześnie są akceptowane przez księży.

W ostatnim sezonie ślubnym równolegle ze mną robił zdjęcia drugi fotograf (znajomy z rodziny Pary Młodej).
Miałem w kościele ustawione 3 punkty świetlne.
Zaraz po ślubie zapytał, dlaczego z tego nie korzystałem.
Ależ korzystałem - odpowiedziałem.
Skoro fotograf, który zwracał na to uwagę nie zauważył, że to działa to wnioskuję z tego, że chyba nikomu nie przeszkadzałem. Z resztą czasami dla pewności monitoruje moje zachowanie w kościele. Po ślubie pytam ludzi, którzy przybyli na ślub w roli gości jak moje działania były postrzegane.

Nie wszystkie zdjęcia robię przy użyciu światła błyskowego.
Pewną pulę zdjęć robię na tzw. jasnych obiektywach w ogóle bez lampy błyskowej.
Na ogół efekty są o wiele gorsze!


Czy można zapanować nad ośmioma lampami błyskowymi na raz?
Zadanie jest karkołomne, ale można.
W każdym razie z każdym tysiącem cykniętych zdjęć radzę sobie z tym coraz lepiej.
Zostałem zapytany przez innego fotografa (z resztą tego samego, co akapit wcześniej)
"Czy matryca w Canonie ma aż tak dużą rozpiętość tonalną, że zdjęcia nie wychodzą prześwietlone, gdy znajduje się za blisko lampy?"
Wytłumaczyłem, że wszystkie aspekty ekspozycji kontroluję i biorę pod uwagę.
W każdym razie był bardzo ciekawy efektów, bo kiedyś widział filmowców z tele, jak robili jakąś scenkę pod reklamę;
"Ciągle biegali ze światłomierzami, żeby coś ustawić do jednego ujęcia a pan konfiguruje sobie światło jak za pstryknięciem palców."
Miło usłyszeć coś takiego.
Pycha o mało nie rozerwała mnie na strzępy;-)), ale fakt jest faktem, że nie znam nikogo, kto umiałby to równie dobrze, jak ja.


Skoro ja się tego nauczyłem, to każdy inny fotograf ślubny również mógłby to robić.
Pewna część mojej lokalnej konkurencji dokładnie widziała, jakie rozwiązania stosuje i jak to robię, ale tego nie naśladują.
Dlaczego??
Może dlatego, że najpierw trzeba wydać trochę pieniędzy na sprzęt, potem parę lat szkolić rzemiosło na własnych błędach i jak by na to nie patrzeć trzeba to nosić, ustawać, montować.
Kilku ludzi z mojej branży zapytałem wprost, czemu nie korzystają z moich patentów.
"Przyzna pan, że noszenie i ustawianie tego wszystkiego jest problematyczne"
,albo
"Jest pan jedynym fotografem ślubnym, który stosuje takie rozwiązania, wiec jako pojedynczy fotograf nie jest pan dla nas żadną konkurencją, tym bardziej, że jesteśmy odrobinę tańsi"

A najboleśniej podsumowała to moja żona:
"Żaden z fotografów ślubnych nie jest aż tak głupi, żeby wszystkie zarabiane pieniądze co roku pakować w sprzęt fotograficzny!!!"

Czasami nachodzą mnie momenty zwątpienia. Po co ja się tak szarpie!
Czy nie prościej by było zabrać ze sobą komplet jasnych obiektywów i spełnić obowiązek zarobkowego fotografowania w pełnym relaksie?


Strona główna I Galerie zdjęć ślubnych I Fotografia Ślubna w Praktyce